Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gry. Pokaż wszystkie posty

21.09.2015

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Gra w trzech słowach: epicka, potwory, magia.

Gra zdecydowanie zasługuje na naklejkę +18 (seks, wulgaryzmy w dużej ilości)! Rodzice, miejcie to na uwadze! Dzieciaki, pamiętajcie, że to gra, nieprawdziwy świat i to w grze można wszystko, w prawdziwym życiu już nie.

Jesteśmy wiedźminem Geraltem, który posługuje się dwoma mieczami, zabijając każdą niedobrą potworę, czy zmorę. Wszyscy się nas boją i nami brzydzą, a my wystawiamy im język i... odcinamy kończyny, oczywiście jeśli nas wkurzyli, a zabójcy królów wkurzyli nas, oj, bardzo wkurzyli. Naszego ulubionego, wporzo króla skosili jednym ruchem, po czym uciekli, głośno wołając: "Trolololo!". Tak nie będzie, huncwoty!

W życiu nie grałam w tak wspaniałą grę (zobaczymy, co powiem po 3 części, dla której niestety muszę już wymienić komputer). Wszystko mi się tu podobało, nie mogłam się oderwać, a gdy zakończyłam przygodę poczułam się, jak narkoman na głodzie.

Od strony technicznej:
  1. Grafika, coś wspaniałego! Piękna, z wieloma szczegółami, naturalne światło, pełna różnorodność! Ach!
  2. Muzyka i efekty dźwiękowe - REWELACJA! Taka przepiękna, idealnie dopasowana do sytuacji melodia, która nadawała akcji pikantności, a naturze dodawała urody, wręcz ożywiając ją.
  3. Bugi? Szczątkowe tylko, ledwo zauważalne.
  4. Czy chodziła płynnie? Ekhm... no cóż... nie przy moim komputerze, lat szczęśliwe 7. Przy najniższych ustawieniach dało się grać na wiekowym już sprzęcie, chociaż zdarzały się przycinki w momentach, gdzie elementów pojawiało się dużo. Nie przeszkodziło to jednak w zadowalającej rozrywce :]

Od strony fabularnej:
  1. Fabuła, ach, ta wspaniała fabuła! Wielobarwna, oryginalna fabuła z folklorem słowiańskim i ciekawymi politycznymi intrygami (których ciąg dalszy jest w 3 części). Cud, miód i orzeszki :3 Wielkie brawa dla Sapkowskiego za coś tak epickiego! Nie ma dobrych, są tylko istoty neutralne, złe oraz bardziej złe. Nasze decyzje rzadko bywają w pełni pozytywne, przykładowo pomagając jednej osobie szkodzimy w ten sposób innej.
  2. Klimat jest bajeczny! Mamy tutaj elementy grozy, magii, silne napięcie, troszkę prosty, ale wciąż rewelacyjny humor, no i mój ulubiony sarkazm! A nawet odrobinkę romantyzmu (a może powinnam powiedzieć: "erotyzmu"?) ;D
  3. Geralt to kawał świetnego chłopa :3 Po prostu uwielbiam ten jego wspaniały, twardy, realistyczny charakter. Nie wspominając już, że niezły z niego kozak!
  4. Poboczne postacie genialne, zwłaszcza kobitki (if you know, what I mean ;D). Różnobarwne, ciekawe, REALISTYCZNE! Każda ma inną historię do opowiedzenia, każda ma inne zlecenie, a nie tylko idź, weź i przynieś.
  5. Vernon Roche - "patriota, chociaż ch#j" i za to go kocham, gdyby tylko był prawdziwy <3 Pierniczę wiewiórki oraz Saskię Smokobójczynię, głosuję na Rocha :D
  6. Jaskier, och, Jaskier, tobie tylko jedno w głowie, co nie? xD
  7. Och, ach, uwaga, występuje nagość, hue, hue ;D I burdele.
  8. Wrogowie... hmmm... ciężko mi nazwać ich wrogami, gdyż w tym świecie każdy stara się pracować tylko dla siebie. A gdzież tam komukolwiek na złość robić, ino na swoje robić i już. Nawet Bogu ducha winne potwory, które tylko się zajmują własnymi sprawami, a tu Geralt wbiega i ŁUBUDU! D: Przeciwnicy nie są trudni, lecz nie są też łatwi. Ich zróżnicowanie wymaga wypracowania sobie różnych taktyk, co jest na plus w kwestii urozmaicenia. Rewelacyjnie wyważona trudność gry, wymagająca jednak użycia swej mózgownicy.
  9. Sporo lokacji. Akcji starczy na długo :3
  10. Ogromne drzewko umiejętności D: W co, ja biedna, mam inwestować, jak wszystko takie fajne?!
  11. Bronie oraz zbroje (podzielone na wszystkie części ubioru) można sobie samemu robić (znaczy za pomocą kowala) i jest ich dużo! Jakaż to satysfakcja uzbierać materiały, a potem wykuć wypaśny miecz/elementy zbroi, a następnie nimi szpanować w mieście oraz przed potworami.
  12. W końcu ogarnęłam alchemię, której zazwyczaj nie znoszę w grach! System tworzenia mikstur jest tutaj rewelacyjny i sprawiał mi czystą przyjemność.
  13. System dnia i nocy, wielki plus. Niektóre zadania trzeba wykonać w nocy, albo niektóre istoty można tylko wtedy spotkać.
  14. Po końcówce zbierałam szczękę. Za dużo epickości gro! Za dużo! Końce mogą być różne w zależności, którą ścieżkę wybierzemy, i obie są równie niesamowite, mające wpływ na rozwój historii w części 3.
REWELACJA! NA CO CZEKASZ?! KUPUJ! POLECAM (BO ROCHE)! A tak na serio, to zdecydowanie polecam!

Venetica

Gra w trzech słowach: cRPG, przygoda, bohaterka.

Ach, Wenecja! Miasto z przepięknymi gondolami, romantycznymi sceneriami oraz nekromantami... zaraz chwileczkę? Nekromantami?! Ech, te Włochy, zawsze muszą odstawać i się wyróżniać. W tym przypadku jedą po całej bandzie z fiksami tak bardzo, że sama Śmierć się wkurzyła, mówiąc: "No chyba nie!". Całe szczęście jego córka Scarlett jest gotowa, by przetrzepać im tyłki, bo samej Śmierci się nie chce!

Gra jest bardzo przyjemna oraz nietrudna, wręcz prościutka. No i mamy tutaj kobietę w roli głównej, a nie górę testosteronu (chociaż która dziewczyna nie lubi se czasem popatrzeć na wyidealizowanych mężczyzn ;D)!

Od strony technicznej:
  1. Grafika jest przyjemna dla oka, chociaż za bardzo monotonna. Powiedzmy tak: "niewymagająca", myślę, że to odpowiednie określenie.
  2. Muzyka oraz efekty dźwiękowe potrafiły się zbugować, lecz nie było źle. Przyjemne melodie w sam raz na przygodowe gierki. Nawet jedna przypominała mi Króla Lwa O_O
  3. Wiele bugów! Od groma od tych niezauważalnych, po lekko irytujących, na upierdliwych kończąc. Naprawdę, ktoś tu ma masę rzeczy do dopracowania. Jedno uniemożliwiło mi wykonanie misji pobocznej. God dammit! Jestem perfekcjonistką! Muszę mieć 100%! Argh! D:
  4. Gra chodziła płynnie (pomimo bugów). Wiekowe komputery spokojnie odpalą :]

Od strony fabularnej:
  1. Fabuła oryginalna nie jest, w dodatku bardzo przewidywalna, chociaż przyjemna. Przywracamy na świat porządek, pokonując wielką piątkę bawiącą się nekromancją. Plusem tutaj są dwa zakończenia, gdzie jesteśmy albo tym dobrym, albo tym złym, buhahaha >:D
  2. Klimat gry jest taki bajkowy, przygodowy oraz magiczny. Typowa walka dobra ze złem, albo złem z gorszym złem, buhahaha! Nic niezwykłego.
  3. Główna bohaterka całkiem sympatyczna, a jej ruchy efekciarskie.
  4. Do pobocznych bohaterów można się bardzo przywiązać (prócz brata Scarlett, co za irytujący gnojek!). Moi ulubieńcy to bracia Don i Nesto, prześmieszni, ciekawi, przyjaźni i woglu, woglu! Ale to, co gra im zaserwowała, to nie daruję. Jak mogłaś gro! Do samego końca było mi tak smutno z tego powodu, a gra i tak musiała mi przypominać. Piernicz się gro! Tak grać na emocjach, to niemoralne! >:[
  5. Wrogowie bardzo prości do pokonania, gdy opanuje się uniki. Jest ich trochę: zwykli wojownicy (zróżnicowani w zależności, kto ich przysłał), kamienne statuy, zjawy itp. Każdy z nich miał w sobie coś ciekawego, zwłaszcza zjawy, które odrobinę mnie przerażały.
  6. 3 gildie: dobra magia, rycerzyki zemsty oraz neutralni "handlarze" (bardziej złodziejaszki, ale cicho sza! ;]). Są różne zadania w zależności, gdzie pójdziemy. No i różne domki do zwiedzenia!
  7. 4 zróżnicowane bossy - mój ulubiony element, chociaż każdy niewyobrażalnie łatwy do pokonania, to miło było zawężać im kółko wzajemnej adoracji.
  8. 4 rejony gry: miasteczko rodzinne, Wenecja, Afryka (myślałam, że Afryka to trochę większy kontynent, ale co ja tam mogę wiedzieć) oraz pałac. Spore urozmaicenie terenu, chociaż małe powierzchniowo. Ogarnięcie tych terenów zajmuje naprawdę krótko. Każdy z nich posiadał też osobne parcele typu jaskinia, dom, mieszkanie, lochy, kanały itd., co bywało żmudne przechodzenie z jednego do drugiego. Ile się przy tym umęczyłam, argh!
  9. Broni oraz zbroi mamy od groma, a ponieważ miejsce w ekwipunku było nieograniczone, to można sobie zrobić kolekcję tego i owego :3 Duże urozmaicenie! Zbroi jest 6 sztuk i mimo iż nie były jakoś rewelacyjne, to przynajmniej Scarlett wyglądała inaczej :D Bronie natomiast można było podzielić na 4 rodzaje: Księżycowe Ostrze (Moonblade, broń podstawowa), miecz, włócznia, młoty i siekiery wojenne. Każde miało osobne drzewko i udało mi się w pełni rozwinąć tylko dwa. Resztę tylko liznęłam, więc patrzcie, na co wydajecie punkty, bo nie starcza na wszystko, a tu jeszcze osobne drzewko do magicznych umiejętności.
  10. Koniec epicko-bohaterski! Tyle. Szczęśliwe zakończenie gry dla ludzi, bądź dla bohatera, buhahahaha! >:D
Gra była bardzo przyjemna, przygodowa i niezbyt długa. Chociaż wymaga jeszcze sporej pracy w sprawie bugów, zdecydowanie polecam dla relaksu oraz przeżycia jakieś baśniowej przygody. Nie dostarczy efektu WOW, ale na pewno wywoła uśmiech na twarzy :]

28.09.2014

Deadlight

Gra w trzech słowach: zombie, parkour, 2.5D

Jesteśmy sobie kozackim parkourowcem podróżującym przez świat opanowany przez zombie w poszukiwaniu rodziny. Zombie trzęsą portkami na nasz widok, a szczęki im o(d)padają od naszych umiejętności wciskania spacji.

Giera czaruje nas filmowymi widokami, muzyką oraz dużą dawką epickości. Poruszanie się przypomniało mi od razu Prince of Persia, co jest zdecydowanie na plus, jeżeli komuś się podobał ten styl rozgrywki. Jeszcze więcej plusów? Zapraszam niżej.

Od strony technicznej:
  1. Graficznie wygląda wspaniale, jak na grę platformową. W tę stronę powinny iść tego rodzaju produkcje, a nie cofać się do pikseli.
  2. Zdarzały się błędy, bugi, np. atakujące mnie zombie nagle znalazło się dużo dalej ode mnie, a raz nawet wypadłam z mapy o_O Całe szczęście, że nie przeszkadzały w graniu.
  3. Muzyka po prostu rewelacja. Niesamowicie dobrze dopasowana i na wysokim poziomie, jakbym oglądała bardzo dobry film. Pasowała do każdej sytuacji, umożliwiając graczowi wczucie się w historię.
  4. Szybkie przejścia między lokacjami. Działała bardzo płynnie, mimo to zdarzały się lekkie ścinki, lecz bez tragedii.


Od strony fabularnej:
  1. Fabuła nie jest oryginalna, raczej wtórna, jednakże przedstawiono ją ciekawie. Zaczyna się, jakby główny bohater opowiadał nam historię, niczym prawdziwy dziadek swoim wnukom, i tak do samego końca. Zaskoczyła mnie wielce, iż nie było to kolejne bezmyślne, typowe przetrwanie zombie apokalipsy. Tu są emocje! Poczułam klimat grozy, napięcia, smutku, niebezpieczeństwa i wiele innych.
  2. Dopełnienie historii poprzez dziennik głównego bohatera, które poszczególne strony musimy odnaleźć podczas rozgrywki. Miodzio! Nie jest dużo czytania, spokojnie. Tylko 60 stron i czasami są obrazki, więc tragedii nie ma.
  3. Gra wymaga logicznego myślenia oraz spostrzegawczości, bez tego ani rusz! Czasami musiałam przystanąć, aby dostrzec, w jaki sposób mam przejść ukryte pułapki, a ich było naprawdę bardzo dużo.
  4. Slow motion (spowolnienie) w najbardziej epickich momentach? ME GUSTA!
  5. Jak zwykle mile widziane znajdźki, które nie jest trudno znaleźć. Nawet taki mało spostrzegawczy ziomek (jak ja) znajdzie większość z nich. Można je później pooglądać w menu gry, zobaczyć swe trofea w formie kart ID, kaset, pocztówek, notatek itd.
  6. Bardzo dobrze podłożone głosy. Pasowały i wyrażały prawidłowo emocje, prócz jednego wyjątku wymienionego niżej.
  7. Główny bohater, Randall Wayne, okazuje się być niezłym parkourowcem i zdecydowanie twardzielem, jakich ostatnio mało. Jego historia jest głębsza, niż się wydaje, a równocześnie przepełniona bólem i smutkiem. Doprawdy, zabolało mnie serducho po (łatwo przewidywalnym) zakończeniu ostatniej sekwencji koszmarów tego twardziela. Było wielką przyjemnością prowadzenie tego silnego charakterem parkourowca. Jedyną jego słabością jest brak umiejętności pływackich, ale chyba można mu to darować, prawda?
  8. Poboczne postacie są niesamowicie ciekawe i zróżnicowane. Mamy tutaj Człowieka Szczura, który ma swoje rozległe oraz niebezpieczne królestwo w ściekach. Poznajemy historię szalonego lekarza zajmującego się zarażonymi. Na drodze staną nam ludzie z New Law lubujących się w przeszkadzaniu nam w zwiedzaniu lokacji.
  9. Niestety znalazła się w tej przyjemnej produkcji jedna irytująca postać, mianowicie Stella, przyjaciółka Randalla. Pomaganie jej nie było jakoś nudne, lecz nie było też rewelacyjne, a aktorka podkładająca głos... no cóż, nie popisała się. Stella na szczęście towarzyszyła nam krótko, więc nie zdążyła zepsuć mi rozgrywki.
  10. Koniec niestety przewidywalny, ale satysfakcjonujący. Miło żegnający nas z tą niezwykłą, zdecydowanie za krótką przygodą oraz twardzielem Randallem.

Krócej mówiąc, gorąco polecam. Trudno mi się rozstaje z Deadlight. Dostarczył mi wiele zabawy i emocji, które chciałabym pociągnąć trochę dłużej niż te przegrane, króciutkie 4h. No cóż, zostaje mi tylko odpalić grę w trybie Nightmare oraz zebrać zauważone zbyt późno, pozostawione znajdźki.

16.09.2014

Resident Evil 6

Gra w trzech słowach: strzelanka, zombie, akcja.

Uwaga! Opinia jeszcze nie pełna, ponieważ jeszcze nie przeszłam wszystkich kampanii. Co nie znaczy, że nie mogę podsumować całościowo fabuły ;]

O nie, to znowu zombie! Kto by się spodziewał? Nie martwcie się ludzie! Leon, Chris i reszta wesołej brygady przybywa na ratunek!

Inna odmiana wirusa atakuje i ponownie trzeba go zatrzymać. Koniec. To powinien być oficjalny opis gry.

Od strony technicznej:
  1. Graficznie wygląda na porządnie wykonaną. Zwłaszcza animacje, które Japończycy z każdą grą robią coraz bardziej realistyczniejsze... albo przynajmniej się starają.
  2. Żadne błędy nie rzuciły mi się w oczy. Może czasem wrogowie nagle tracili swą inteligencję, co sugerowało ich wpadanie w ściany, czy słupy, jednakże szybko wracali do prawidłowego stanu rzeczy. Zdarzały się też pojedyncze przypadki nie załadowania się niektórych skryptów, co uniemożliwiało kontynuowanie rozgrywki. Na szczęście tylko sporadycznie.
  3. Muzyka i efekty dźwiękowe były w porządku. Jakoś strasznie mi się nie podobały, ponieważ nie pamiętam dokładnie żadnej melodii prócz tej z menu.
  4. Gra chodziła u mnie płynnie. Czasem lekkie, minimalne ścinki, ale ogólnie nie miałam żadnych problemów z grą.

Od strony fabularnej:
  1. Fabularnie jakoś strasznie nie zachwyca, lepiej traktować tę część jako grę akcji, gdzie nastawiamy się na dużo strzelaniny, biegania, unikania, no i oczywiście mnóstwo zombie... i zombie... i pseudomądrych zombie.
  2. Bywają także zagadki, które zawsze w jakiś sposób ubarwniają rozgrywkę. Tutaj miło się rozwiązywało, co pozwalało ochłonąć po tępym strzelaniu w przeciwników.
  3. Znajdźki, moje ulubione w każdej grze i równocześnie rzecz, która zmusza nas do ciągłego powtarzania prawie każdego poziomu/rozdziału w tym przypadku obiema postaciami. Niesamowicie satysfakcjonujące jest znalezienie każdej, chyba że ktoś nie lubi tego elementu w grach.
  4. Poboczne postacie bardzo "interesujące", np. ten profesorek, którego imienia nie pamiętam, ale był super duper wkurzający. A tak na serio, kto by ich pamiętał? Tu trzeba zabijać zombie, a nie jakieś pogaduchy robić.
  5. Wrogowie całkiem ciekawie zrobieni, zwłaszcza ślicznotka, która miała problemy z gazami. Pan "żyję wiecznie i będę za wami latać, bo szukam przyjaciół" potrafił śmieszyć swą inteligencją. No i... to... coś z tym... czymś na plecach też był bardzo sympatyczny oraz na swój sposób... śliczny (mimo dziwnego "trądziku")? Tak na poważnie, to bywały ciekawe mutacje, lecz bywały także dziwnie żałosne.
  6. Nie liczyłabym na specjalny zestaw broni w tej grze. Raczej jest podstawowy: zywczajna strzelba, zwyczajna snajperka, zwyczajny karabin itd. Natomiast walka wręcz potrafi być bardzo śmiechowa i z tego jestem zadowolona.
  7. Nowe iPhony, smartfony? Nie! Mega wypaśne komórki z holograficznymi ekranami(?)! Mój ulubiony element w Resident Evil 6. Niesamowicie ciekawie wyglądają te urządzenia. Zaintrygowały mnie od pierwszego ukazania się w grze.
  8. Straszne momenty? Nie. To może chociaż Jump Scary? Meh, ani trochę.
  9. Końce rozdziałów Leona i Heleny oraz Jake i Sherry są bardzo przewidywalne. Właściwie to każdy ich krok był przewidywalny. Jasny gwint! To w końcu gra akcji o zombie, czy da się wymyślić coś oryginalnego w takim ograniczeniu? Nie czepiajmy się.
  10. Naprawdę? Nikt nie pilnuje tych wirusów, żeby nie wydostały się z laboratorium? Po tylu wpadkach? Czy komuś się w ogóle opłaca to robić? Zwolniłabym wszystkich za te poważne niedociągnięcia... och! Czekaj! Zamienili się w zombie -.-'


Resident Evil 6 dzieli się na 4 kampanie przeplatające się nawzajem i tak też podzielę swoje spostrzeżenia, co do każdej z nich:
  1. Leon i Helena - ogólnie klimat zamierzony był na klasycznego Resident Evil. No niby można odczuć ten klimat, sama nie wiem. Ciężko w tej grze wczuć się w klimat, gdy gra przypomina zwykły film akcji. Co nie znaczy, że było źle. Bywały momenty ciekawe, Heleną i Leonem zwiedzamy wiele różnorodnych lokacji, a sami bohaterowie są świetnie dobraną parą. Dzieje się bardzo dużo, chociaż mało strasznych rzeczy, to i tak interesujących.
  2. Jake Muller i Sherry Birkin - no cóż, ta kampania nie zabłysnęła zbytnio czymś ciekawym. Często bywały momenty, kiedy się nudziłam. Lokalizacje są mało interesujące, sama rozgrywka wydawała mi się niezbyt wciągająca. Niektóre elementy były warte uwagi, jak choćby przyjemna chwila skradanki. Reszta denerwowała, przykładowo pościg na motorze, mimo iż zaskakujący (reakcja typu: no chyba nie!), to ogromnie irytujący.
  3. Chris Redfield i Piers Nivans - jeszcze nie przeszłam. Czekam, aż Sir poprawiać przestanie zmieniać gry, co pięć sekund, a później je zostawiać >:[ No przecież jakaś szczątkowa fabuła tutaj jest, szkoda zostawiać!
  4. Ada Wong - to samo, co wyżej.
Na razie zdecydowanie polecam dla wspólnej rozgrywki wymagającej współpracy. Było mnóstwo sytuacji, gdzie dławiłam się ze śmiechu razem z kompanką, widząc jakże epicko zabijamy z kopa nawet bossów, biorąc "marysię" w drażach, czy wspólnie otwieramy drzwi, które mogła otworzyć spokojnie jedna osoba. Krótko mówiąc, gra jest nawet bardzo dobra, gdy traktujemy ją jako akcję, a nie survival-horror.

19.08.2014

Zakładka "Gry"

Postanowiłam rozszerzyć zawartość mojego bloga o kolejną zakładkę "Gry". Jak można się domyślić, będę publikować tam opinie o grach. Nie recenzje, ponieważ tych to pełno w Internecie, a osobiście bardziej cenię sobie opinie, które są, a raczej powinny być pozbawione spoilerów.

Pierwsza opinia jest o Betrayer, który mnie zaintrygował (był na przecenie, kogo by nie zaintrygował?!) swoją nietypową czerwono-białą perpektywą. Bawiłam się z nim świetnie i o dziwo skończyłam.

Grasz w gry, czytelniczku?

Betrayer

Gra w trzech słowach: skradanka, tajemnica, nieprzeciętna.

Rok 1604. Jesteśmy sobie kolesiem, konkretniej anglikiem, który chciał spotkać nowych przyjaciół z kolonii na wybrzeżach Virginii. A tu co? Ziomków nie ma! Czyżby od nas coś waniajet i wszyscy pouciekali? Nie! Dzisiaj mydełko było użyte! To znaczy, że mamy zagadkę do rozwiązania, brygado! Znaczy się, jednaosobowa brygado...

Świetna gra dla osób lubiących skradanki i ciekawą fabułę. Betrayer jest grą może nie oryginalną, ale na pewno niezwykłą, zasługującą na uwagę każdego szanującego się gracza.

Od strony technicznej:
  1. Grafika bajeczna! Przez chwilę oczy mnie bolały, że obraz był tak jasny i ustawiłam, aby nie był czerwono biały, jednakże potem nie mogłam grać bez tego. Krótko mówiąc, cieszy oko.
  2. Muzyka oraz efekty dźwiękowe bardzo klimatyczne. Nadają grze tajemniczości, grozy.
  3. Bugów i błędów dużo nie naliczyłam, przynajmniej nie tych uciążliwych.
  4. Moim zdaniem wszystko szło bardzo płynnie, a mój komputer akurat jest już wiekowy, więc duży plus, iż gra działała świetnie.


Od strony fabularnej:
  1. Rewelacyjna fabuła! Długo szukałam gry, która by mnie wessała na dobre swoją tajemniczością, zagadką do rozwiązania. Wiele się dzieje, mamy 5 lokalizacji do zwiedzenia i mnóstwo do odkrycia.
  2. Klimat gry jest ciężki, czuje się tę grozę w powietrzu.
  3. Panienka w Czerwieni. Niezwykła kobieta, owiana aurą tajemniczości, nasza jedyna towarzyszka. Wygląda jak dorosły, wojowniczy Czerwony Kapturek. Jej historia zaintrygowała mnie od początku, nie dając o sobie zapomnieć do samego końca, kiedy sklejałam ze sobą wszystkie fakty.
  4. Postacie w grze to raczej zjawy. Zmarli wymagają naszej pomocy, by dowiedzieć się, kim są oraz by poskromić ich pośmiertny gniew, czy rozpacz. Każdy z nich posiada swoją historię do opowiedzenia, często nie pamiętając, jakie grzechy popełnili, a bywały one ciężkie, oj, tak bardzo ciężkie. Właściwie to niektórzy to psychopaci, jakich mało.
  5. Wrogowie bywali łatwi, bywali trudni. Im głębiej w grę, tym łatwiej mi było, dzięki zdobywanym broniom oraz ulepszeniom. Najważniejsze, że są różne typy wrogich jednostek, które lepiej, by nie kryły się pod moim łóżkiem. Oczywiście najlepiej z nimi rozprawić się poprzez skradanie, wtedy no problemo.
  6. Jak dla mnie, to był duży wybór broni palnej, wręcz jest tylko jedna. Zresztą to nie Battlefield, żeby mieć bronie do wyboru, do koloru!
  7. Jump Scary? No niech no szlag trafi niektóre. Nie było ich dużo, dzięki czemu te pojedyncze straszyły niesamowicie, gdy się już nie spodziewałam takiego ataku. Nieźle przemyślane! Wiadomo, im rzadsze, tym straszniejsze. Zwłaszcza w jednym momencie, gdy wcześniej ich nie było w takich miejscach.
  8. Notatki w grze wreszcie mają znaczenie dla historii. Czytajcie je uważnie, bo inaczej nie zrozumiecie, co was spotkało na końcu tej przygody. Większość była naprawdę interesująca, a jestem osobą, która zazwyczaj mówi: "Ta, jasne! Ja tu gram, a nie takie pitu, pitu!". Niektóre nawet potrafią wzbudzić w nas zdenerwowanie, tym co mogło się wydarzyć.
  9. Koniec był trochę irytujący, jednakże ciekawy pod względem fabuły. Sama koncóweczka przestraszyła mnie nie na żarty, powodując, iż podskoczyłam na krześle. Zostawiła mnie tylko z jednym pytaniem: "Co to, do cholery, było?!".

Niesamowita gra! Zdecydowanie polecam osobom lubiącym skradanki. Produkcja ta wywołała we mnie wiele emocji, kiedy przeżywałam tę tajemniczą przygodę. Po prostu WOW!